Posted on 23 maja 2010.
Posted in NIESAMOWITE MIEJSCA, VIDEO, FILMY, WSZYSTKIE0 Comments
Posted on 23 maja 2010.
Posted in NIESAMOWITE MIEJSCA, VIDEO, FILMY, WSZYSTKIE0 Comments
Posted on 22 maja 2010.
Motto:
Dziecko rodzi się w tym dniu i o tej godzinie, kiedy płynące ze sklepienia niebieskiego promienie są w matematycznej harmonii z jego indywidualną karmą. Jego horoskop jest obrazem jego niezmiennej przeszłości, ukazującym obecne wyzwania i prawdopodobne przyszłe efekty.
[Paramahansa Yogananda "Autobiography of a Yogi"]
Zarówno astrologia jak i całe nasze życie są pozbawione sensu, jeśli nie uwzględnimy nauki o prawie przyczyny i skutku. W przeciwnym razie musielibyśmy założyć, że wszystko zależy od przypadkowego splotu okoliczności, które rządzą światem.
Mam wiele szacunku, a nawet niekłamanego podziwu dla dobrych wróżek, które potrafią swoim „trzecim okiem” dostrzec zalążki ludzkiej przyszłości, ale jestem głęboko przekonana, że nasza przyszłość nie jest niezmienna ani z góry zaplanowana. W rzeczywistości każdego dnia podejmujemy jakieś decyzje i wybieramy drogi, którymi podążamy przez życie, a od tych decyzji zależy nasz dalszy los. Brak decyzji też jest decyzją i wpływa na nasze życie równie silnie, jak zdecydowane działania. Dlatego nie zajmuję się wróżeniem, żeby nie sugerować klientom, że ich życiem kieruje wyłącznie jakaś niepojęta „siła wyższa”.
Moją specjalnością jest astrologia humanistyczna.
Czym zajmuje się astrologia?
Większość astrologów odpowie, że wpływem ciał niebieskich na życie na ziemi, na zdrowie i los człowieka. Panuje powszechne przekonanie, że kosmos odciska na nas swą pieczęć w chwili urodzenia, sprawiając, że mamy takie czy inne wrodzone cechy, które są rezultatem „wchłonięcia” wraz z pierwszym oddechem określonych, kosmicznych energii.
Zastanówmy się przez chwilę, czy takie twierdzenie może mieć sens.
Jest rzeczą zupełnie niemożliwą, by w kosmosie panował chaos, a życiem rządził ślepy traf. Gdyby tak było planety pospadałyby ze swoich orbit, a we wszechświecie nie obowiązywałyby żadne prawa fizyki.
Założenie, że energie kosmiczne kształtują nasz charakter i osobowość w chwili urodzenia oznacza uznanie, iż rodzimy się w danych okolicznościach przez przypadek albo z powodu kaprysu Boga jako zupełna „próżnia” psychiczno-duchowa i że nasze cierpienia lub szczęście są całkiem niezasłużone. Ale jak powiedział Einstein „Bóg nie gra w kości”. A skoro tak, to musimy odrzucić teorię o kapryśnym i nieprzewidywalnym Stwórcy i przyjąć, że nic nie dzieje się bez przyczyny i że wszystko, co się nam przydarza ma ścisły związek z nami, tak więc musi być spowodowane przez nasze wcześniejsze działania.
Takie założenie uczy nas odpowiedzialności i uniemożliwia nam „zwalenie winy” za nasz los na splot nieprzewidywalnych okoliczności, które w najmniejszym stopniu nie zależą od nas. Wszystko, co się nam wydarza jest rezultatem naszych wcześniejszych myśli i czynów. Dlatego również czym prędzej powinniśmy wyrzec się irracjonalnej wiary w „zbawienie”, które zagwarantował wszystkim Zbawiciel, który pojawił się przed wiekami i rzekomo zdjął z nas obowiązek wszelkiej odpowiedzialności za nasze czyny i rozwój osobisty. Takiej odpowiedzialności nikt z nas zdjąć nie może, a ze swojego życia każdy z nas rozliczy się osobiście. Wątpię, żeby powoływanie się na ślepą wiarę w nauki jakichkolwiek autorytetów mogło być uznane za okoliczność łagodzącą. Bóg dał nam duży i sprawny mózg, a to oznacza, że otrzymaliśmy przyzwolenie na używanie narzędzia, jakim jest rozum.
Skoro wiemy już, że nie zostaliśmy „zaprogramowani” przez wpływy kosmosu musimy sobie zdać sprawę również i z tego, że nasz horoskop jest wyłącznie rezultatem naszej osobistej karmy. Ciężko pracowaliśmy na to, żeby sobie tak urządzić obecne życie, więc nie oskarżajmy Boga, społeczeństwa, rodziców ani bakterii za to, co nas spotyka.
Nikt nie rodzi się jako biała, niezapisana karta, jak chcą tego niektórzy. Nie jest prawdą, że na tej czystej karcie można zapisać dowolną treść i ukształtować człowieka w dowolny sposób, zależny wyłącznie od wysiłku i kompetencji rodziców i wychowawców. Kto miał do czynienia z niemowlętami wie dobrze, że każde dziecko ma swój własny temperament i charakter. To widać od pierwszych chwil życia. A co gorsze, dużo łatwiej jest przez niewłaściwe wychowanie zniszczyć charakter, niż go pozytywnie ukształtować. Dlatego nie powinno się dzieci wychowywać, zwłaszcza surowo i bezwzględnie, lecz stworzyć im jak najlepsze warunki do rozwoju (kto nie wierzy, niech poczyta książki Alice Miller, np. „Dramat udanego dziecka” lub „Zniewolone dzieciństwo – ukryte Ľródła tyranii”; te książki powinien znać każdy, zanim zdecyduje się na rodzicielstwo).
Jestem głęboko przekonana, że żyjemy wiele razy i że jedno życie to za mało, żeby posiąść całą wiedzę potrzebną do osiągnięcia stanu pełnej świadomości i zrozumienia bożego planu. Tego, co chrześcijanie nazywają zbawieniem, a mistycy wschodu oświeceniem nie można osiągnąć mając głowę nabitą cudzymi dogmatami, żelaznymi zasadami moralnymi ani naukową wiedzą. Do tego jest potrzebne zrozumienie zupełnie innej prawdy i obudzenie się z duchowego snu.
Ja nie wierzę w reinkarnację, ja doszłam do tej wiedzy na drodze przemyśleń i obserwacji. Wiara jest ślepa i jest zaprzeczeniem świadomości, inteligencji i w ogóle rozumu. Dlatego ja w nic nie wierzę. Wszystkie moje przekonania są wynikiem głębokich poszukiwań intelektualnych oraz zrozumienia uzyskanego w stanie medytacji. Oczywiście, korzystałam na mojej ścieżce z wielu drogowskazów. Niektóre, a właściwie większość, prowadziły na manowce, ale powiedziane jest „szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a otworzą wam” (jak z tego widać Biblia wcale nie zakazuje własnych poszukiwań).
Bez przyjęcia do wiadomości faktu istnienia reinkarnacji i prawa karmy astrologia nie ma sensu. Właśnie z tego powodu astrologowie popełniali i popełniają wiele błędów. Głównym błędem jest próba odczytywania „losu” człowieka zamiast zdiagnozowania jego charakteru i napięć psychicznych. C. G. Jung zrozumiał to dobrze, gdy wypowiedział słynne zdanie, że wszystko to, czego nie zintegrujemy w swojej psychice zapuka do nas jako los. Steven Arroyo z kolei stwierdził, że najbardziej nieświadomi ludzie muszą doświadczyć najokropniejszych rzeczy. Najwidoczniej jest to niezbędne, by wyrwać ich z letargu i zmusić do przebudzenia duchowego. Ten, kto się przebudził przestaje być ofiarą losu. Wyroki losu wcale nie są niezbadane. Nasz los zależy od stopnia naszej świadomości, a więc od uczciwości wobec siebie i świata. Osoby przebudzonej los niczym nie zaskoczy, ponieważ zna ona zasady gry, zwanej życiem. I dlatego właśnie nie można horoskopu używać do wróżenia ani przewidywania czyjejś przyszłości.
Te same aspekty u każdego mogą objawić się inaczej. Słynna kwadratura Marsa z Saturnem u Hitlera zrealizowała się w postaci prymitywnego sadyzmu (co było spowodowane okrutnym traktowaniem go w dzieciństwie), natomiast ktoś bardziej świadomy, po okresie doświadczania bardzo bolesnej frustracji może znaleĽć w sobie dość odwagi, żeby podjąć poszukiwania własnej prawdy i nie będzie skłonny do wyżywania się na niewinnym otoczeniu. Osoba taka raczej skieruje energię generowaną przez tę kwadraturę na konstruktywne rozwiązywanie swych psychicznych problemów. A że aspekt ten wiąże się z pewną bezwzględnością, może jej użyć do pracy nad samym sobą. Dlatego właśnie nie powinno się sporządzać horoskopów w ciemno, jeśli nie widziało się klienta ani z nim nie rozmawiało. I wcale nie chodzi o to, żeby wyciągnąć od człowieka jak najwięcej informacji, a potem udawać, że się to odczytało „w gwiazdach”, jak sądzą ci, którzy wierzą (ale nic nie wiedzą, bo nie zadali sobie trudu, żeby rzecz dokładnie zbadać), że astrolodzy to oszuści, a astrologia to przesąd.
Skoro już wiemy, że „gwiazdy” nie wywierają swojego wpływu na nasz charakter w momencie urodzenia i to nie one są sprawcami tego, czym jesteśmy możemy poczuć, że jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie i że tylko od nas zależy, co zrobimy z nim dalej. Skoro mieliśmy dość wolności, żeby zgromadzić karmę, z którą się obecnie zmagamy, to teraz mamy jej równie dużo, żeby tę karmę zmienić. Nie jest to łatwe, ale jest możliwe.
Bardzo ładnie wyjaśnił to manuczyciel duchowy, Paramahansa Yogananda w swojej „Autobiography of a Yogi”:
Ziarno przeszłej karmy nie może wykiełkować, jeżeli upiecze się ono w boskim ogniu mądrości… Im bardziej dogłębna jest samorealizacja człowieka, tym bardziej wpływa on na cały wszechświat za pomocą subtelnych wibracji duchowych i tym mniej jest on dotknięty przez zjawiskowy przepływ zdarzeń (karmę).
Czym więc jest horoskop?
Jest on tylko i wyłącznie mapą naszej karmy i naszego charakteru. Horoskop jest narzędziem pomocnym w odczytaniu tego, co sami sobie wypracowaliśmy.
Nie znaczy to oczywiście, że śledzenie bieżących tranzytów planet jest nieprzydatne. Ruchy planet pozwalają odczytać jakie energie wkraczają w badanym okresie do naszego życia. Tranzyty są drogowskazami na naszej ścieżce, więc powinniśmy je śledzić i uczyć się mądrości, którą chcą nam pokazać. Niektóre energie wkraczają w nasze życie ze szczególną siłą i zmuszają nas skupienia uwagi na określonych dziedzinach naszej egzystencji.
W czym mogę Ci pomóc?
Jeśli czujesz, że chcesz zrozumieć sens życia i własnych zmagań, to astrologia może być w tym bardzo pomocna. Jeśli czujesz, że nie pasujesz do tego świata, jeśli trudno ci znaleĽć wspólny język z tzw. normalnymi ludĽmi, to wpadnij lub napisz – być może potrzebujesz innych wyjaśnień niż te, którymi karmi cię otoczenie.
Jeśli chorujesz lub cierpisz na depresję i czujesz, że medycyna zrobiła dla Ciebie wszystko, co mogła, a Ty dalej czujesz się Ľle, jeśli nie pomogły ci metody naturalne, to koniecznie zajrzyj na stronę
Koła Przyjaciół Bruno Groninga
Tu możesz zapoznać się ze sposobem uzdrawiania duchowego, dzięki czemu pozbędziesz się chorób i problemów; to naprawdę działa!!!
Astrolog może ci pomóc zdiagnozować chorobę, ale jej nie wyleczy. Podobnej rady mogę udzielić osobom głęboko sfrustrowanym, które spotykają na swojej drodze same przeszkody, są ofiarami brutalności lub innych niezrozumiałych zdarzeń albo cierpią na ciężką nerwicę. Na tej stronie znajdziecie rady, jak postępować, by się wyzwolić od problemów. I pamiętaj, że nie uzdrawia cię żaden uzdrowiciel, lecz Bóg i twoja własna wiara; jeśli nie masz wiary, nikt ci nie pomoże: Ja, Pan, twój lekarz [Druga Księga Mojżeszowa 15,26]; …wiara twoja uzdrowiła cię, idĽ w pokoju [Łk. 8,48]
Artykuł pochodzi ze strony www.paranormalium.pl
Posted in ASTROLOGIA, WSZYSTKIE0 Comments
Posted on 01 marca 2010.
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, był piękny zamek, w którym zgromadzono skarbów bez liku… Tak można zacząć wiele bajek i przynajmniej jedną prawdziwą historię, której początki sięgają rewolucji październikowej, a zakończenie być może zostanie dopiero napisane, bo do dzisiaj nie wszystkie pytania znalazły swoje odpowiedzi.
Pancerny pokój
35 km na północny-wschód od Jeleniej Góry, nieopodal miejscowości Leśna, nad malowniczym jeziorem zaporowym, wznosi się wspaniały zamek Czocha, w którym jego ostatni przedwojenny właściciel, w zamaskowanym, pancernym pokoju, schował ogromne skarby. Przemyślny schowek na niewiele się zdał -- tajemnica została zdradzona i skarby odkryto; pytanie tylko, czy wszystkie ?
Historia ukrycia i przywłaszczenia dzieł sztuki z zamku Czocha, jest powszechnie znana, nawet tym, którzy nie zajmują się zbytnio skarbowymi tajemnicami. Jednak gwoli wprowadzenia przypomnijmy kilka faktów.
Zamek Czocha został zbudowany w pierwszej połowie XIII w. z inicjatywy czeskiego króla Wacława II jako nadgraniczna warownia. Podobnie jak wiele innych dolnośląskich zamków, na przestrzeni wieków zmieniał właścicieli i stopniowo podupadał w ruinę. Przełom w historii Czochy nastąpił w 1909 r., kiedy to, za 1,5 miliona ówczesnych marek niemieckich, zamek nabył drezdeński przemysłowiec, baron Ernst von Gütschow, który niemal natychmiast po zakupie przystąpił do prowadzonej z ogromnym rozmachem przebudowy zamku. Zatrudnił Bodo Ebhardta, wybitnego architekta, specjalistę od rekonstrukcji średniowiecznych budowli; zapłacił 4 miliony marek, żeby po kilku latach szczycić się rezydencją, którą określano mianem bardziej średniowiecznej niż samo średniowiecze. Gütschow był bez wątpienia postacią nietuzinkową -- właściciel koncernu tytoniowego, rzekomo skoligacony z Rockeffelerami i przyjaźniący się z rosyjską arystokracją; rozlubowany w dziełach sztuki, które kolekcjonował, urządził na zamku bibliotekę w stylu Tudorów zawierającą w swoich zasobach około 25 tysięcy tomów, w tym liczne białe kruki, zbierał broń, obrazy i… pamiątki po carach Rosji. Podobno opuszczając Czochę pod koniec wojny, baron miał uspokajać pozostającą na zamku służbę, że chociażby zamek splądrowali Rosjanie, to i tak nie zabiorą tego, co najcenniejsze…
Dolny Śląsk został zdobyty, a zamek ograbiony, ale największe skarby wyparowały pod koniec 1946 r.; ówczesny burmistrz Leśnej, razem z niemiecką bibliotekarką, która została na zamku i wskazała schowek, wywieźli po rozpruciu skarbca ciężarówkę skarbów do Czech. Drugą ciężarówkę zatrzymano na granicy, odstawiono do Jeleniej Góry, a jej zawartość zdeponowano w Archiwum Państwowym. Dzięki przeprowadzonej inwentaryzacji wiadomo, że były tam m.in. brązowe popiersia wszystkich carów Rosji, kilkaset ikon, kandelabry i nakrycia stołowe. Najciekawsze, że ta część skarbu również znikła, wraz człowiekiem, który jej pilnował.
Całą tą sensacyjno-skarbową historię opisał pod koniec lat pięćdziesiątych dziennikarz „Sztandaru Młodych” Krzysztof Kąkolewski, a uzupełnił i poszerzył, badacz zamkowych dziejów -- Janusz Skowroński, który swoje ustalenia przedstawił w książce pt.: „Skarby III Rzeszy -- tajemnice zamku Czocha”. Jednak to Kąkolewski, który jako pierwszy opisywał skarbiec, użył w stosunku do niego określenia -- „pokój pancerny”. Zwrot się przyjął i zamkowi przewodnicy korzystali z niego opowiadając o skarbowych perypetiach. Szkopuł w tym, że tylko opowiadali, bo skarbca nikt nie był w stanie pokazać. Zamek w 1950 r. przejęło Wojsko Polskie, które od 1952 r. prowadziło w nim wojskowy ośrodek wypoczynkowy. Nie wiadomo kto, kiedy i dlaczego zlecił zamurowanie wejścia do skarbca i to na tyle skutecznie, że nie pozostawiono żadnych widocznych śladów.
Pancerny pokój wzbudzał wśród wielu poszukiwaczy zrozumiałe zainteresowanie. Wszyscy narzekali, że nie mogą obejrzeć skarbca, że zamek pozbawiony jest jednej z największych atrakcji, i na narzekaniach się kończyło. Dopiero Marek Dudziak, prawnik i poszukiwacz z Konina, jako pierwszy zaczął głośno mówić o przeprowadzeniu akcji eksploracyjnej, której celem nadrzędnym byłoby odnalezienie i udostępnienie pancernego pokoju oraz dodatkowo sprawdzenie kilku innych, ciekawych miejsc na zamku i w jego sąsiedztwie. Zostałem powiadomiony o terminie poszukiwań, zaproszony do wzięcia w nich udziału i sceptycznie nastawiony, w pierwszych dniach kwietnia bieżącego roku, pojechałem na zamek. Przyznaję szczerze, że nie do końca trafiały do mnie argumenty Dudziaka, że warto zapewnić zamkowi atrakcję turystyczną, ale z drugiej strony na korzyść przymawiały poszukiwania w innych miejscach, plejada dobrze znanych poszukiwaczy oraz ciekawość jak wygląda miejsce, w którym skarby leżały na podłodze.
Na poprzedzającej poszukiwania naradzie Dudziak rozdzielił zadania: -- Panowie, zaczynamy jutro o dziewiątej. Janusz z wykrywaczem spróbuje namierzyć pokój, później do roboty bierze się ekipa budowlana. Georadarem i magnetometrem sprawdzimy kilka intrygujących miejsc, które zweryfikują jeszcze radiesteci. Jeżeli będzie coś podejrzanego robimy odwierty i wprowadzamy kamerę. Ekipa nurków zjeżdża do studni i sprawdza korytarz, który według relacji świadka znajduje się na osiemnastym metrze. Później, zależnie od postępów, ustalimy co dalej.
Rankiem następnego dnia, największe rozczarowanie przeżyli nurkowie, gdy okazało się, że studnia „niewiernych żon”, w której mają nurkować jest całkowicie sucha. Pomimo takich „utrudnień” podwodniacy zainstalowali stanowisko zjazdowe przy studni i do jej wnętrza, dobrze asekurowany, pofatygował się Barabasz. Nieżyjący już radiesteta, Henryk Labiszak, w 1994 r. zjechał do studni i w trakcie wbijania jednego z haków trafił na pustkę. Poszerzył otwór i spenetrował boczny korytarz, który miał 8 m długości i kończył się betonową zamurówką. Labiszak podjął próbę dalszej eksploracji, która jednak nie powiodła się z powodu bardzo słabej wentylacji tunelu i niebezpiecznego stężenia dwutlenku węgla.
Niestety, okazało się, że cała relacja radiestety była wyssana z palca; Barabasz nie miał najmniejszych wątpliwości, że w studni nie ma nawet śladu po jakimkolwiek odgałęzieniu, czy chociażby wtórnym murowaniu… Studnia jest sporą zagadką z innego względu; z planów pochodzących sprzed przebudowy wynika, że pierwotnie studnia była ulokowana na tym samym dziedzińcu, ale kilka metrów dalej. Jednak zasypano ją i wydrążono drugą. Pytanie tylko dlaczego, skoro kłopoty z wodą pozostały, a teoria, że ulokowanie studni z boku dziedzińca bardziej odpowiadało estetycznym gustom właściciela, jest odrobinę naciągana.
- Pokój pancerny został umieszczony w tym narożu zamku -- jeden z miejscowych pokazał nam wystające z muru skały na niewielkim dziedzińcu okolonym drewnianą galeryjką. -- To duże okno jest w pomieszczeniu, w którym powinniście kopać, ale te małe, strzelnicze, które widać nad skałami, nigdzie w środku nie wychodzi.
Ta sprawa interesowała mnie dużo bardziej niż kwestia studni, bo Dudziak obsadzając eksploracyjne stanowiska przydzielił mnie do ekipy budowlanej, a skoro mój i kamratów wkład miał polegać na poważnym wysiłku mięśni, to woleliśmy dobrze się upewnić, w którym miejscu będziemy pożytkować rozpierającą nas energię.
Pomieszczenie, pod którego posadzką miał znajdować się skarbiec, pełniło tymczasową funkcję składu materiałów hydraulicznych. Uprzątnęliśmy zawadzające rury oraz złączki i wpuściliśmy do akcji kolegę z profesjonalnym detektorem metali. Janusz właściwie nie musiał komentować wyników poszukiwań, bo dochodzące z głośnika sygnały doskonale wskazywały miejsce, w którym powinniśmy zacząć. Jakby tego było mało, wystarczyło przyjrzeć się posadzce z większej perspektywy, żeby dostrzec jej lekkie wklęśnięcie.
Pracując w czteroosobowej brygadzie błyskawicznie zerwaliśmy parkiet i wykonaliśmy pierwsze odwierty. Za każdym razem wiertło zatrzymywało się na głębokości ośmiu centymetrów, co pozwalało nam przypuszczać, że trafiamy na metalową płytę. Młotowiertarka i zwykły, duży młot, bardzo szybko potwierdziły nasze przypuszczenia; po rozbiciu fragmentu betonowej posadzki odsłoniliśmy pierwszy z pięciu płatów metalu (długość ok. 50 cm, szerokość ok. 15 cm), które położono przed wylaniem posadzki. Trochę gimnastyki z łomem, żeby podważyć i wyłuskać żelastwo. Później powiększyliśmy otwór wejściowy i już za chwilę mogliśmy oglądać, a nawet dotykać, to co przez wiele lat było miejscem legendarnym.
Niesamowite wrażenie. Pancerne drzwi, o grubości 33 cm, są otwarte, pokryte cienką warstwą rdzy, z dużym kwadratowym otworem wyciętym palnikami. Skarbiec jest łukowato sklepiony, ma 3, 20m długości, 2, 20m szerokości i 2, 60m wysokości. Na posadce, wyłożonej kamiennymi płytami, widać ślady działalności poszukiwaczy -- ktoś zerwał dwie płyty, próbował wiercić.
Oczywiście po skarbach nie ma najmniejszego śladu. Oprócz wnętrza skarbca i drzwi, możemy raczyć wzrok dwoma skrawkami polskiej gazety i pustą butelką po winie marki Wermut, ale pomimo tego emocje towarzyszące odkryciu są ogromne. Każdy z nas w podnieceniu wymieniał pierwsze spostrzeżenia i uwagi, a później musiał wędrować na górę, żeby zrobić miejsce dla innych poszukiwaczy i gospodarzy zamku. Chyba każdy poszukiwacz jest człowiekiem o dużej wyobraźni i wyostrzonym zmyśle obserwacji, dlatego hipotezom nie było końca. Jedni sugerowali, że to wojenna prowizorka, bo tak skarbców się nie robiło, drudzy przekonywali, że wycięty palnikami otwór wykonano w celu zatarcia śladów, bo tak drzwi nie można było otworzyć, a jeszcze inni optowali za rozwiązaniem, że ten skarbiec miał tylko odwrócić uwagę od innej, zasobniejszej skrytki, która być może czeka jeszcze nietknięta…
Po pewnym czasie, ta barwna, eksploracyjna debata zrobiła się odrobinę nużąca, dlatego cała nasza ekipa budowlana zajęła się poszukiwaniami otworu strzelniczego, który był dostępny tylko z zewnętrznej elewacji zamku. Pierwsze, pobieżne pomiary wykazały, że strzelnica powinna znajdować się już pod posadzką hydraulicznego składu. Usunęliśmy gruz z przedsionka wiodącego do skarbca, trafiliśmy na malutkie, kamienne schody, którymi pierwotnie schodziło się na dół, ale po okienku nie było śladu. Powtórzyliśmy pomiar, tym razem podchodząc do tematu drobiazgowo i okazało się, że strzelnica powinna być jednak tuż nad posadzką. Już pierwszy odwiert w wytypowanym miejscu okazał się strzałem w dziesiątkę. Ponownie w ruch poszedł młot i po kilku uderzeniach kolejny element skarbowej układanki wskoczył na miejsce, a strzelnica dosłownie i w przenośni rzuciła snop światła na tajemnicę maskowania pancernego pokoju.
Najprawdopodobniej wyglądało to tak, że po zbudowaniu pokoju pancernego i pracach adaptacyjnych, okienko, które pierwotnie znajdowało się tuż nad schodami, znalazło się na poziomie podłogi i w celu ukrycia całości zostało zamurowane. Podobnie, ścianką działową, zamaskowano sklepienie skarbca, które wystawało ponad poziom posadzki na wysokość metra. Już za ścianką, na sklepienie skarbca nasypano sporo gruzu i całość rozmyła się w zamkowych zakamarkach. Gdyby bibliotekarka nie zdradziła sekretu skarby do dzisiaj mogłyby leżeć bezpiecznie…
Pozostali poszukiwacze mieli miej szczęścia i pomimo użycia skomplikowanej aparatury oraz kilku próbnych odwiertów nie znaleźli żadnych innych ukrytych pomieszczeń. Była to więc weryfikacja negatywna, co nie znaczy, że czegoś nie przeoczono. Włodarze zamku Czocha zapewniają, że teraz pancerny pokój będzie największą zamkową atrakcją i na pewno zostanie udostępniony turystom. Marek Dudziak, organizator całego zamieszania jest usatysfakcjonowany z przebiegu prac, efektu końcowego oraz współpracy ze służbami konserwatorskimi i gospodarzami zamku -- bez których poparcia i przychylności cała akcja nie byłaby możliwa. Eksploratorzy uważają, że takie bezinteresowne poszukiwania przynoszą korzyść całemu środowisku, które aż nazbyt często przez różne „oficjalne czynniki” jest postrzegane negatywnie, a po za tym niosą za sobą możliwość dalszych poszukiwań na zamku. Dlatego, reasumując -- żaden skarb nie został przez nas znaleziony, ale sukces jest naprawdę duży.
Tekst i zdjęcia: Radosław Biczak (http://www.wolf.pl/kacik_pancerny.html)
Strefa 11 -- Tajemnice zamku Czocha cz. I
Strefa 11 -- Tajemnice zamku Czocha cz. I
Posted in NIESAMOWITE MIEJSCA, RÓŻNE, STREFA 11 TVN, VIDEO, FILMY, WSZYSTKIE0 Comments
Posted on 12 grudnia 2007.
Atlantyda (gr. Ἀτλαντὶς νῆσος Atlantìs nēsos) – mityczna kraina będąca miejscem istnienia rozwiniętej cywilizacji, która została zniszczona przez serię trzęsień ziemi i zatopiona przez wody morskie.
Spis treści
* 1 Opis Platona
* 2 Wieki hipotez i poszukiwań
* 3 Atlantyda w kulturze
Opis Platona
Atlantydę jako jedyny opisał Platon. Jako swoje źródło podał ustną tradycję przechowywaną w ateńskim rodzie Solona, który miał usłyszeć tę historię od egipskiego kapłana. Continue Reading
Posted in ATLANTYDA, WSZYSTKIE0 Comments
Posted on 23 września 2007.
W przyszłym roku na niebie pojawią się latające spodki. Za 90 tysięcy dolarów każdy z nas będzie mógł stać się posiadaczem takiego latającego talerza – i to jak najbardziej poważnie.
Przez ostatnie trzydzieści lat Moller International i współpracujące firmy pracowały nad nowym typem pojazdów zwanych ‘wolontarami’. Stworzony w wyniku tychże prac pojazd M200G będzie pierwszym z modeli talerza rekreacyjnego o pionowym starcie i lądowaniu, przy niskich kosztach użytkowania.
M200G lata na wysokości do 3 metrów nad każdą powierzchnią, w tym m.in. wodą. Zastępować może właściwie wszystkie inne, dotychczas znane pojazdy służące do przemieszczania się. W stosunku do innych tego typu latających maszyn jest „dość” cichy – 85 decybeli w odległości 15 metrów.
M200G osiąga prędkość szczytową równą 44,7 m/s (160 km/h) i średnią przelotowa na poziomie 33,5 m/s (120 km/h) przy zasięgu 160 kilometrów. Ładowność 113 kg – jak na początek całkiem sporo. Paliwo? Czysty etanol bądź benzyna.
Bezpieczeństwo
M200G składa się z ośmiu zabudowanych i sterowanych komputerowo wirników Rotapower napędzanych silnikami
Wankla. Wszystkie działają niezależnie, w przypadku uszkodzenia jednego z nich program automatycznie przerywa lot bezpiecznie lądując ziemi. Oddzielny system posiada także układ kontroli jakości paliwa, który podejmuje działania odpowiednio wcześnie przed wyczerpaniem się zbiorników paliwa.
Posted in CIEKAWOSTKI, UFO, WSZYSTKIE0 Comments
Posted on 07 sierpnia 2007.
„Moc piramid” termin wskazujący, iż te starożytne monumentalne budowle kryją w sobie niezwykłą moc, niezliczoną ilość niepojętych zagadek. Właśnie te nierozwiązane zagadki są przyczyną tworzenia niezwykłych opowieści na ich temat. Powstają co raz to nowe teorie związane z „kultem” piramid. Continue Reading
Posted in PIRAMIDY, WSZYSTKIE0 Comments
Posted on 06 sierpnia 2007.
Pracując w polu, Sharon Leong pakuje cyfrowy aparat fotograficzny, termometr i miernik pola elektromagnetycznego. Nie jest ona prywatnym detektywem ani elektrykiem. Leong, za dnia prawniczka, nocą przeobraża się w gorliwą poszukiwaczkę duchów.
Z tymi i wieloma innymi rzeczami przydatnymi przy polowaniu, Leong podróżuje do rzekomo nawiedzonych domów, na pola bitew, do barów i hoteli, zbierając to, co uznaje za dowody na istnienie świata pozaziemskiego.
Poszukiwanie upiornych dowodów od wieków było popularną rozrywką. Obecnie, zamiast tablic Ouija, łowcy duchów sięgają po coraz bardziej zaawansowany technicznie sprzęt, pomocny w poszukiwaniach.
Tacy łowcy duchów używają cyfrowego sprzętu, aby udokumentować potencjalne oznaki nawiedzenia. Aparaty fotograficzne i dyktafony rejestrują niesamowite widoki i dźwięki, podręczne urządzenia mierzą promieniowanie elektromagnetyczne i dziwne skoki temperatury. Kombinezony, takie jak w filmie „Ghostbusters”, nie są potrzebne, ale kieszenie i kurtki rybackie pozwalają chować wszystko w biegu.
Hobbyści tacy jak Leong znajdują wyposażenie w sklepach elektronicznych albo w specjalistycznych sklepach internetowych, takich jak Ghost Mart, które specjalizują się w „promocjach na sprzęt do paranormalnych badań”. Choć większość wyposażenia to sprzęty służące raczej do codziennego użytku, inne, takie jak miernik pola magnetycznego zwany „miernikiem duchów” są stworzone specjalnie do poszukiwania duchów. Ceny kompletnego ekwipunku wahają się od 250 do nawet 2000 dolarów.
„Prawdopodobnie dla ludzi przyszłości z naszymi aparatami będziemy się wydawali jacyś średniowieczni, ale musimy od czegoś zacząć”, mówi Leong. „Coś powoduje, że te przyrządy wariują, nie jesteśmy jednak pewni, dlaczego tak się dzieje”.
Leong podróżowała do słynnych nawiedzonych miejsc, takich jak więzienie w Alcatraz, z członkami towarzystwa San Francisco Ghost Society. Jest to jedna z wielu setek działających w tamtym rejonie paranormalnych grup zrzeszających dziesiątki tysięcy członków na obszarze całej Ameryki Północnej. Międzynarodowe Stowarzyszenie Łowców Duchów ma członków w ponad 90 krajach.

Internet pozwala entuzjastom dzielić się materiałami filmowymi, które nagrali, natychmiast i anonimowo, co pozwala na znalezienie osób o podobnych zainteresowaniach, obawiających się pośmiewiska ze strony postronnych ludzi. Ghost Village (Wieś Duchów) jest najlepszą piastą dla tej społeczności. Każdego miesiąca zagląda tutaj 80 000 gości, dwa razy tyle, jak przez całe Halloween.
Narzędzia, jakie zawiera w sobie standard Web 2.0, umożliwiają łowcom duchów wciągać w temat duże społeczności, takie jak MySpace, i niszowe, takie jak „I Am Haunted”. Czaty, blogi i pliki wideo przyciągają co miesiąc ponad 30 000 gości i kilkudziesięciu nowych każdego dnia. Niektóre witryny poświęcone duchom umożliwiają oglądanie na żywo obrazu z „nawiedzonych kamer” rozstawionych w znanych nawiedzonych miejscach. Serwis YouTube stał się magazynem dziesiątek tysięcy nagrań video, pokazujących rzekomo upiory i inne zjawy.
Szał dotarł również na iPody, katalog Apple iTunes zawiera ponad 1000 paranormalnych podcastów. Są między innymi nagrania rozmów w San Francisco Ghost Society, prowadzonych przez założyciela grupy, Tommy’ego Netzbanda. On i jego wspólnicy badają dom, który według nich jest nawiedzony w jeden z trzech sposobów: „rezydujący”, „inteligentny” i „nieludzki”.
„99 procent tych zjawisk znajduje sensowne wytłumaczenie”, mówi Netzband. „Kiedy ludzie do mnie dzwonią i mówią ‘ściga mnie cień’ automatycznie zaczynam myśleć, że zwariowali. Nie popieramy pomysłów ludzi, którzy myślą, że to jest jakaś wspaniała praca. Doświadczyłem cienistych ludzi, innych nawiedzeń i zostałem oszukany prze duchy, ale zajęło mi to wiele lat”.
Netzband twierdzi, że większość nawiedzeń można zaliczyć do kategorii „rezydującej”, rozumianej jako impresję wydarzeń z przeszłości, które pozostają zakorzenione w miejscu i powtarzają się w obecnym czasie jak jakiś zablokowany zapis. Mogą to być uczuciowe ślady bardzo emocjonalnych momentów w czyimś życiu, takie jak ostatni oddech, piosenka lub zapach perfum. Na przykład Netzband objechał okolice Haight-Ashbury, a dokładnie chodnik, który rzekomo jest nawiedzony przez dźwięk stąpających butów od chwili, gdy w latach siedemdziesiątych zastrzelił się tu pewien nastolatek.
Dyktafon kasetowyNetzband i inni badacze twierdzą, że paranormalne rozrywki zyskały na popularności w ostatniej dekadzie, głównie za sprawą komedii sytuacyjnych, takich jak NBC’s Medium, oraz prawdziwe pokazy, takie jak Ghost Hunters na kanale Sci Fi, który przyciąga miliony widzów. MTV produkuje Celebrity Paranormal Project, zaś kanał Discovery nadaje program The Hauntings. Internetowe wydanie programu Most Haunted emitowanego na kanale Travel Channel oferuje porady, jak przekształcić telefon komórkowy w czytnik elektromagnetyczny.
Łowcy duchów zarówno w telewizji jak i na ulicy używają cyfrowych aparatów fotograficznych mogących przechwytywać światło podczerwone i ultrafioletowe, którego zwykły film nie jest w stanie przechwycić. Inni hobbyści wolą specjalne Polaroidy potrafiące drukować zdjęcia – bo drukowane obrazy mają dla badaczy większą wartość, niż piksele. Sharon Leong używa z kolei aparatu 5.1-megapikselowego Canon PowerShot, mogącego sfilmować pędzący punkt. Badaczka zaleca stosowanie szerokokątnego obiektywu i trójnogu pozwalającego na zostawienie na wiele godzin włączonej kamery.
Jednakże w polu badań łowcy duchów rzadko wyłapują obrazy stereotypowych cienistych postaci lub białych kobiet. Zamiast tego, otrzymują fotografie przemieszczających się kuleczek światła, będących najbardziej popularną oznaką obecności duchów. Obecność takich cial zwykle nie jest powodowana błyskiem flesza lub obecnością kurzu na soczewce. Netzband sądzi jednak, że pewne lekkie kropelki wody reprezentują prawdziwe „duchowe gówno”. Ten typ wyładowania, znany inaczej jako ektoplazma, może się ukazać jako promień świetlny lub para.
Wielu łowców duchów twierdzi, że nawiedzenia związane są ze zmianami pola elektromagnetycznego i że działalność duchów przybiera na sile w słoneczne dni lub przy pełni księżyca. Dlatego Netzband, Leong i ich koledzy używają ręcznych wykrywaczy pola elektromagnetycznego i czujnyków Geigera, aby pozyskać informacje o promieniowaniu w nawiedzonym miejscu. Ładowane korbką lub bateriami latarki Faradaya są poręczne, dopóki duch nie wyssie z baterii całej energii. Przydają się również staromodne kompasy i nowoczesne podczerwone termometry.
Łowcy duchów twierdzą, że pozostałe nawiedzenia są tyko krótkotrwałym holograficznym przebiciem z innego wymiaru lub czasu. Sądzą też jednak, że „inteligentna” klasa nawiedzeń, więcej niż echo z przeszłości, może mówić o ludziach i wydarzeniach w obecnym czasie i dlatego wymagać różnego wyposażenia.
Umarli najwidoczniej jednak potrzebują pomocy technicznej. Kosztujący 70 dolarów Belfry Bat Detector wychwytuje infradźwięki. Bardziej pospolite są chociażby kasety lub cyfrowe dyktafony używane do nagrywania szeptu duchów. Niektórzy łowcy duchów wolą urządzenia niskiej jakości, twierdząc, że byty używają białego szumu do utworzenia głosu.
Rozmowa może brzmieć jednostronnie, kiedy badacze zadają duchom pytania, ale łowcy duchów przysięgają, że slyszą słowa i frazy, znane jako elektroniczne zjawisko głosowe (EVP), gdy odtwarzając nagranie podkręcają głośność i oczyszczają nagrania na komputerze. Eksperymentatorze zredagowali oprogramowaniem takim jak Adobe Audition (dawny Cool Edit – przyp. Ivellios) lub Audacity wiele nagrań i wgrali na strony internetowe setki sesji EVP.
Lisa i Tom Butlerowie mówią, że rozmawiają ze zmarłymi poprzez nagrania głosowe od 16 lat. Zespół składający się z męża i żony prowadzi Stowarzyszenie na rzecz Elektronicznych Zjawisk Głosowych, organizację typu non-profit, której witrynę odwiedza 2000 gości dziennie. Butlerowie twierdzą, że osiągają słyszalny wynik przy prawie jednej trzeciej wszystkich sesji, co wystarcza do tego, aby ich działania miały jakieś znaczenie.
„To jest coś dużo poważniejszego, niż polowanie na duchy”, powiedzialą Lisa Butler, emerytowany psycholog. „Mamy ludzi docierających do swoich bliskich zarówno przez dźwięk, jak i obraz. Niektórzy ludzie są co do tego sceptyczni, ale jest to coś, co możesz zrobić dla siebie”.
Wykrywacz duchów
Miernik pola elektromagnetycznego,
zwany też duchomierzem
Garstka ludzi twierdzi, że wynaleźli „telefony do zmarłych”, o których jako pierwszy rozważał nie kto inny, jak Thomas Edison. Sharon Leong widziała takie urządzenie wiosną tego roku w Hotelu Stanley w Kolorado (USA). Nie jest ona jednak zainteresowana dzwonieniem do zmarłych.
„Tak jak w przypadku tablic Ouija, na obecnym etapie rozwoju tego urządzenia jego użytkowanie niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwo”, mówi Leong. „Przede wszystkim skąd pewność, że słyszymy głos zmarłej osoby, czy jakiegoś demona, który naśladuje głos zmarłego krewnego?”.
Sceptycy argumentują, że prócz straty czasu i energii nie ma żadnych innych obaw. Benjamin Radford, zarządca edytora czasopisma Skeptical Inquier, widzial phasmofobię lub lęk przed duchami, wywoływany u rodzin skrzypieniem w domu. Jeśli duchy szukają prawdziwych bezprawnych śmierci, zastanawia się Radford, to dlaczego nie obserwujemy większej ilości nawiedzeń?
„Ten cały kraj jest wielkim indiańskim cmentarzem”, mówi Radford. „Ludzie żyli na tej planecie od setek tysięcy lat i prawdopodobnie w każdym miejscu, gdziekolwiek nie wdepniesz, ktoś kiedyś umarł”. Radford jest zdania, że dowody dostarczane przez łowców duchów, takie jak nagrania EVP, tylko wprowadzają w błąd wrażliwych ludzi.
„To wszystko to są dwuznaczne bodźce dźwiękowe, ekwiwalenty twarzy w chmurach. ‘Słyszę kogoś kto mówi uwolnij mnie!’, ktoś inny może powiedział, że usłyszał ‘Mały kangur!’. To nie jest wiadomość z drugiej strony”.
A co z orbami? „To wszystko to są refleksy świetlne”, mówi Radford. „Co do odczytów mierników pola elektromagnetycznego, to nie ma żadnego dowodu na to, że wykrywacze duchów wychwytują wszystko prócz odczytów pola elektromagnetycznego, które naukowe badania łączą w korelacji z halucynacjami psychologicznymi, a nie z duchami”.
W historii ludzie rozwinęli w trakcie mistycznego wyścigu pozornie magiczne nowe technologie. W czasie ruchu spirytystycznego w XIX wieku oszuści wykonywali podwójnie naświetlane portrety samoprześwitujących się „duchów”. Podczas seansów media przygotowywały w salonach urządzenia wystukujące pod stołami alfabetem Morse’a prymitywne wiadomości. W latach 30. XX wieku ludzie rejestrowali takie sesje na płytach gramofonowych.
„W ostatnich latach trzeba to robić z wyczuciem, bo duchy porozumiewają się na różnych długościach fal, więc ludzie myślą, że gdybyśmy mogli odbierać infradźwięki lub światło podczerwone, używając odpowiednich urządzeń, wtedy usłyszelibyśmy duchy”, mówi Mary Roach, autorka książki „Spook: Science Tackles the Afterlife”.
Jej badanie nie znalazło żadnych pochodzących z głównego nurtu badań naukowych, które mogłyby poprzeć doniesienia pochodzące od łowców duchów. Nadal jedna trzecia Amerykanów wierzy w duchy, według sondażu przeprowadzonego przez Instytut Gallupa, który odkrył wzrost popularności zjawisk paranormalnych w latach osiemdziesiątych. Obojętnie, czy popularność łowców duchów jest podsycana przez telewizję czy też nie, Roach zaznacza, że trend ten jest zarówno zabawny, jak i niebezpieczny.
„Te pokazy są emitowane na takich kanałach jak Discovery Channel, które pierwotnie kojarzone byly z nauką”, mówi Roach. „Ludzie, którzy te programy przygotowują, są podpisywani jako badacze, ale to są tak naprawdę tylko amatorzy. Nie mogę patrzeć na to, że przedstawia się ich pracę jako prawowite, zadowalające i prawdomówne przedsięwzięcie”.
Jeff Belanger, administrator GhostVillage.com i autor siedmiu książek o tematyce paranormalnej, zgadza się, że polowania na duchy uwłaczają wiarygodności czemuś, czego nie da się zmierzyć. „Tak samo jak jakieś organizacje i osoby próbują obnażyć ezoterykę i duchowość i przenoszą to na płaszczyznę czystej nauki, co nie zawsze jest możliwe, gdy szukasz czegoś, co znajduje się poza naszym pojmowaniem wszechświata”, mówi Belanger.
Belanger uważa jednak historie o duchach za wartościowe pod względem nauki o historii. Sądzi, że zainteresowanie nieziemskimi rzeczami rośnie po katastrofalnych wydarzeniach. Na przykład ruch spirytystyczny zbiegł się z wojną domową w USA. Ostatnio ataki terrorystyczne z 11 września 2001 i wojna na Środkowym Wschodzie mogły zachęcić więcej Amerykanów do wyobrażenia sobie życia pozagrobowego.
„Przerywamy wiadomości, aby nadać ważny komunikat: to, jak umrzemy, i co będzie potem, jest jedną z największych tajemnic we wszechświecie”, dodaje Belanger.
Elsa Wenzel, CNET, 20 czerwiec 2007
Tłumaczenie: Ivellios
Żródło: paranormalium.pl
Posted in DUCHY, WSZYSTKIE0 Comments
Posted on 29 lipca 2007.
Ruiny Atlantydy znajdują się na południowy wschód od Cypru – uważa amerykański poszukiwacz zaginionego miasta, na podstawie wyników ostatnich badań sonarowych dna morskiego we wschodnim basenie Morza Śródziemnego.
« Badacze sugerują, że Atlantyda spoczywa na dnie Morza Śródziemnego
Badania dna morskiego przy użyciu sonaru, przeprowadzone ostatnio pomiędzy wybrzeżem Syrii a Cyprem wykazały, że ok. 1500 metrów pod powierzchnią znajdują się struktury, które mogą przypominać ruiny murów wzniesionych przez człowieka. Zdaniem odkrywców są to bez wątpienia ruiny mitycznej Atlantydy. Continue Reading
Posted in ATLANTYDA, WSZYSTKIE0 Comments
Posted on 29 lipca 2007.
Miasto starsze niż Jerycho znajduje się u wybrzeży Indii?
Jeszcze przed spisaniem biblijnej Księgi Rodzaju historię o potopie znali Chińczycy, Grecy, mieszkańcy Australii, południowej Azji i wysp na Pacyfiku. Babilońskim poprzednikiem Noego był Utnapisztim, mądry obywatel miasta Szurupak nad Eufratem, który uratował siebie, żonę i liczne zwierzęta z potopu. Ostrzeżony przez boga Ea, schronił się na zbudowanej przez siebie łodzi. Historie o podobnym wyczynie herosa Ziusudry opowiadano już w Sumerze. Z najnowszych badań wynika, że mit o potopie znany był jeszcze wcześniej, i to w innej części świata! Continue Reading
Posted in ATLANTYDA, WSZYSTKIE0 Comments
Posted on 26 lipca 2007.
Kot na zdjęciu obok ma na imię Oscar. Zwierze, które mieszka w amerykańskim stanie Rhode Island, potrafi przewidzieć śmierć starszych ludzi na kilka godzin przed jej nastąpieniem – informuje pismo “New England Journal of Medicine”. Oscar odwiedza mieszkańców Ośrodka Rehabilitacyjnego dla Seniorów w Providence na kilka godzin przed ich zgonem.
Oscar ma prawdziwy dar. Ale lepiej, żeby się z Tobą nie zaprzyjaźnił.
Dr David Dosa od pięciu lat obserwuje Oscara z domu opieki w Providence w stanie Rhode Island. I wielokrotnie przekonał się o trafnych prognozach kota. Teraz napisał o nim książkę – informuje ”Daily Telegraph”.
5-letni kot zazwyczaj nie jest towarzyskim stworzeniem. Do domu opieki trafił jako mały kociak. I od tamtej pory zadziwia wszystkich. Zdarzało się nawet, że Oscar lepiej przewidywał śmierć pacjentów niż personel medyczny.
Oscar przed pokojem jednego z pacjentów – fot. Stew Milne AP
Pierwszy raz Oscar stał się sławny po ukazaniu się artykułu dr. Dosy w czasopiśmie ”New England Journal of Medicine” w 2007 roku. Później wielokrotnie potwierdzał swoje zdolności – trafnie przewidział śmierć aż 50 pacjentów. Teraz David Dosa, geriatra i wykładowca na Uniwersytecie Browna, poświęcił niesamowitemu kotu książkę.
Oscar spędza całe dnie łażąc z pokoju do pokoju, nigdzie się nie zatrzymuje na dłużej i nigdy nie poświęca dużo uwagi żadnemu z pacjentów. Wyjątkiem są ci, którym zostało tylko kilka godzin życia.
Jeśli czuje, że pacjent niedługo umrze, a drzwi do jego pokoju są zamknięte – drapie i próbuje za wszelką cenę wejść do środka. Personel medyczny placówki jest do tego stopnia przekonany o nieomylności kota, że natychmiast zawiadamia rodzinę pacjenta, koło którego położy się Oscar.
Wymknie się na dwie minuty, zje trochę karmy i zaraz z powrotem kładzie się obok pacjenta. To jest tak, jakby on dosłownie czuwał – twierdzi dr Dosa.
Kiedyś pielęgniarki posadziły Oscara na łóżku pacjenta, który zdaniem lekarzy był bliski śmierci. Ale kot demonstracyjnie zlazł z tego łóżka i przeniósł się do innego pokoju. Nie pomylił się. Pierwszy pacjent żył jeszcze dwa dni, drugi umarł już po kilku godzinach.
Krewni pacjentów doceniają obecność Oscara w domu opieki. Zdarza się nawet, że kot jest wspomniany w podziękowaniach dla lekarzy, drukowanych w gazetach.
- Dla ludzi jest to dużym pocieszeniem, że to zwierzę było tam i mogło być przy ich bliskich w chwili odejścia. On tam był, kiedy oni nie mogli – tłumaczy Dosa.
W książce ”Making rounds with Oscar: the extraordinary gift of an ordinary cat” David Dosa nie stwierdza jednoznacznie jak nauka można wytłumaczyć koci ”dar”. Przypuszcza jedynie, że Oscar potrafi wyczuwać szczególne substancje biochemiczne, które uwalniają się w czasie zamierania komórek.
W domu opieki w Providence mieszka jeszcze pięć innych kotów, ale żaden nie wykazuje takich zdolności jak Oscar.
Posted in WSZYSTKIE, ŚMIERĆ0 Comments
Posted on 26 lipca 2007.
ATLANTYDA
Jedna z największych zagadek historii-Atlantyda od lat jest przedmiotem spekulacji naukowców. Można powiedzieć, że teoria Atlantydy ma więcej przeciwników niż sojuszników. Powód jest oczywisty: jedyne zapiski na temat tej legendarnej wyspy pochodzą z ksiąg Platona zatytuowanych „Timajos” i „Kritias”. Księgi te powstały w IV wieku przed naszą erą, a legendarna Atlantyda miała istnieć 11-12 tysięcy lat temu. Nie wiemy, co działo się w międzyczasie? Nie wiemy, ile razy historia tej wyspy była przekazywana, ile razy zmieniana, dostosowywana do potrzeb starożytnych poetów i pisarzy. Sam Platon wiadomości na temat Atlantydy uzyskał podobno od Solona, ten zaś zdobył je od egipskich kapłanów. Continue Reading
Posted in ATLANTYDA, WSZYSTKIE0 Comments
Posted on 01 lipca 2007.
Przeklętą błyskotkę Rudolfo Valentino „nabył drogą kupna” w sklepie jubilerskim w San Francisco, mimo, iż jubiler odradzał mu kupno tej-jak to określił-przeklętej biżuterii. Cóż jednak począć-młody, obiecujący aktor uparł się… miał powiedzieć: Proszę pana, pana opowieści jeszcze bardziej dodają temu maleństwu uroku, tym bardziej pragnę wejść w jego posiadanie. Proszę mi go sprzedać.
I tak przeklęty pierścień na palcu Rudolfa widzimy w kilku filmach, m.in. w jego pierwszym nieudanym filmie Młody Radża. Aktor miał go na palcu podczas kręcenia Syna szejka-był to jego ostatni film. Zmarł w 1926 roku na zapalenie otrzewnej, z pierścionkiem na palcu.
Po śmierci Valentina pierścień „przypadł w udziale” jego przyjaciółce, holywoodzkiej aktorce Poli Negri. Ta jednak zachorowała. Wyzdrowiała rok póĽniej, jednak nie odzyskała dawnej popularności.
Aktorka przekazała pierścień Russowi Colombo-uderzająco podobnemu do Rudolfa młodemu aktorowi. Nie cieszył się nim zbyt długo-zginął w wypadku z bronią palną.
Kolejnym właścicielem pierścienia został jego przyjaciel, Del Cassino-zginął w wypadku samochodowym. Pierścień przeszedł do rąk jego brata Dela, który-obawiając się o własne życie-schował pierścionek do domowego sejfu, który wkrótce potem został obrabowany-złodziej został zastrzelony podczas pościgu. Pierścionek znaleziono w kieszeni jego kurtki.
Klejnot powrócił do sejfu w domu Cassina. Pozostawał tam, dopóki nie wypożyczył go producent filmowy Edward Small, do filmu biograficznego o Rudolfie Valentino. Ofiarą padł młody aktor grający rolę Rudolfa, Jack Dunn-zmarł na rzadką chorobę krwi.
Del Cassino postanowił uwolnić świat od klątwy-zdeponował pierścień w miejscowym banku. Odtąd placówka była wielokrotnie okradana, wybuchały tam pożary, nikt jednak dotychczas nie zginął. Pierścień znajduje się tam do dziś.
Żródło: www.paranormalium.pl
Posted in KLĄTWY, WSZYSTKIE0 Comments
